Hubert Sosnowski
Rocznik '91. Studiuje Kulturoznawstwo na Uniwersytecie w Białymstoku. Miłośnik książek, muzyki i kina (zwłaszcza kopanego) z lat 80'. Debiutował ciepło przyjętą "Drugą stroną marzeń", opowiadaniem zamieszczonym w 57 numerze Science Fiction Fantasy i Horror. Nakładem tego miesięcznika ukazała się również historia fantasy pod tytułem "Za garść piachu". Publikował też w serwisach www.kawerna.pl i szortal.com oraz w piśmie "Literacje".
Był taki czas, że chadzałem po klubach.
Ten sport nigdy nie należał do moich ulubionych, ale przebywanie z przyjaciółmi już tak. Niemniej, podczas wielu zabaw w każdym lokalu, jaki zwiedziłem, zupełnie niechcący prowadziłem obserwacje - w przerwach między kolejnymi tańcami i spożywaniem napojów różnych. Wyodrębniłem ciekawą grupę. Nazwałem ich "drinkodawcami", choć w obiegu funkcjonuje też określenie „frajerzy”. Podochocony facet stawia dziewczynie kolejkę i w zamian otrzymuje kilka minut czasu antenowego. Obdarowana drinkiem zaszczyca go rozmową – pełnia szczęścia
i poczucie dumy wprost rozpiera samca – po czym w magiczny sposób znika. Nikogo nie dziwi, jeśli magiczka powtarza tę sztuczkę dopóki może ustać.
i poczucie dumy wprost rozpiera samca – po czym w magiczny sposób znika. Nikogo nie dziwi, jeśli magiczka powtarza tę sztuczkę dopóki może ustać.
Pewnie wyobraziliście sobie drinkodawcę jako podstarzałego playboya walczącego o resztki wiary w swój urok osobisty. Model jest jednak sukcesywnie wypierany przez pokolenie moich rówieśników, urodzonych w okolicach lat 90'. Wraz z nową generacją przywędrował do klubów (szkół, ulic, domów, sklepów, telewizji, wszędzie...) nowy rodzaj wizerunku. Chodzi mi o różne wariacje wokół hipsterstwa. Wyróżniki to fikuśna, przepraszam, modna fryzura, koszula w kratkę, okulary zerówki itp. Ważniejszy od wizerunku okazuje się jednak sposób bycia. Alternatywność, czyli poszukiwanie czegoś spoza głównego nurtu. Zadbanie ponad normę i zdrowy rozsądek.
Oraz wrażliwość, niesamowita wrażliwość. Olbrzymia wrażliwość.
Oraz wrażliwość, niesamowita wrażliwość. Olbrzymia wrażliwość.
Przesadna wrażliwość.
Spotkałem się kiedyś z terminem „Sensitive New Age Guy”. Miękki Facet Nowej Ery. Nie jestem pewien, czy to określenie naukowe czy tabloidowe, ale napawa mnie grozą. Obejmuje też dużo szersze kręgi niż hipsterstwo. Można to uznać za kolejny wyznacznik przemian obyczajowych i naszych czasów w ogóle.
Nadejście takiego zjawiska może zwiastować upadek męskości. O tym chciałbym teraz porozmawiać. Może... ale nie musi. Po pierwsze, nie ma już jedynego słusznego modelu męskości, a media nie potrafią się na żaden ostatecznie zdecydować i wylansować. Choć próbują, Jezu, jak próbują. Wykorzystują seriale z tzw. „misją edukacyjną” czyli po prostu tasiemce. Nie będę dyskutował nad jakością i wartością tych produkcji. Pragnę jednak zaznaczyć, że obok widzów traktujących telenowele jako wykładnię rzeczywistości, stoją też ludzie którzy patrzą na zjawisko z przymrużeniem oka.
Po pierwszym przymrużonym spojrzeniu zazwyczaj zmieniają kanał.
Medialny wizerunek mężczyzn zmieniał się stopniowo. Każdy, kto zahaczył o epokę kaset VHS, pamięta Brudnego Harry'ego, Rambo, Terminatora, Uniwersalnego Żołnierza i innych herosów wyprodukowanych
w Hollywood. Twardzi, milczący i zacięci. Dziś budzą nostalgię, ale generalnie są passé. Obciachowe mięśniaki.
w Hollywood. Twardzi, milczący i zacięci. Dziś budzą nostalgię, ale generalnie są passé. Obciachowe mięśniaki.
Teoretycznie.
Zdarza mi się usłyszeć dziewczyny, które nucą cicho i smutno „I need a hero”, co świadczy że wzdychają do takiego właśnie wizerunku twardego człowieka.
Przykłady można pokazać nawet w tej samej telewizji, która nadaje tasiemce. Parę lat temu (2004-2008) TVP1 wypuściło świetny serial kryminalny, „Glina”. Cieszył się rekordową oglądalnością, wyjąwszy drugą serię, którą emitowano o cokolwiek kontrowersyjnych godzinach. Pasikowski – twórca Psów – sięgnął po Chandlerowski archetyp zmęczonego życiem policjanta, który walczy ze zbrodnią w wielkim, ponurym mieście. Reżyser wykorzystywał podobne środki wyrazu, co w swoim opus magnum, lecz robił to z większym umiarem i wyczuciem. Tyczyło się to też bohatera, który stał się bardziej ludzki („Prosty, ale wrażliwy”, jak określiła jedna z aktorek).
Na tyle, że kilka moich koleżanek wzdycha do grającego główną rolę Radziwiłłowicza. Na odbiór wpływa też fakt, że scenariusz łagodniej obszedł się też z kobietami, nadając im bardziej ludzki wymiar i dynamizując ich relacje
z głównym bohaterem. Pasikowski pokazał, że opowieść o cynicznym twardzielu, męczącym ostatniego papierosa ze zmiętej paczki wciąż się sprzedaje. Magnetyzuje, przyciąga. Że widzowie wciąż potrzebują Bohatera, ostatniego sprawiedliwego.
Na tyle, że kilka moich koleżanek wzdycha do grającego główną rolę Radziwiłłowicza. Na odbiór wpływa też fakt, że scenariusz łagodniej obszedł się też z kobietami, nadając im bardziej ludzki wymiar i dynamizując ich relacje
z głównym bohaterem. Pasikowski pokazał, że opowieść o cynicznym twardzielu, męczącym ostatniego papierosa ze zmiętej paczki wciąż się sprzedaje. Magnetyzuje, przyciąga. Że widzowie wciąż potrzebują Bohatera, ostatniego sprawiedliwego.
O żywotności tego typu postaci świadczy niebywały sukces Wiedźmina w Polsce oraz jego popularność na Zachodzie. Masowy odbiorca dostrzegł zabójcę potworów już w latach 90', ale jego losy wciąż przyciągają nowych czytelników, fanów – i graczy. Serial pominiemy, bo prócz tego, że był marny i kompletnie wypaczył ideę książki, to jeszcze zastąpił Geralta z Rivii, człowieka owszem, wrażliwego, ale zdolnego do czynów radykalnych, podejrzewanym o aseksualność kłębkiem wątpliwości. Obie gry na szczęście utrwaliły wizerunek książkowy. Część druga zrobiła to wręcz idealnie – także pod względem czysto estetycznym. Niedogolony, wysoki mężczyzna o białych włosach z mieczem przewieszonym przez plecy wyrył się już na trwałe w wyobraźni odbiorców. Kreując postać Geralta z Rivii, Sapkowski wzorował się również na Philipie Marlowe. Wiedźmin cieszy się ogromną popularnością także wśród kobiet. Nie mam oficjalnych statystyk, ale wystarczy spojrzeć na ilość fanek zapisanych do różnych grup/społeczności skupionych wokół prozy Sapkowskiego, choćby na facebook.com czy dawniej grono.net.
To tylko dwa z wielu przykładów na to, że Chandlerowski model bohatera jest wciąż nośny. I chyba potrzebny. Jakoś tak lepiej się człowiek czuje, kiedy ma świadomość, że nad jego bezpieczeństwem czuwa ktoś taki jak Glina Pasikowskiego, policjant może i brutalny, ale nieustępliwy w tępieniu zbrodni, gotowy poświęcić wszystko.
Innym „wojownikiem”, również z literatury popularnej, w dodatku pokrewnej Wiedźminowi jest bohater cyklu „Pan Lodowego Ogrodu”. Jarosław Grzędowicz przywrócił do łask bohatera w stylu samotnego jeźdźca. Vuko Drakkainen jest zaradny, niezależny, silny i przede wszystkim nieposłuszny. Typ outsidera i pioniera. Indywidualizm doprawiono ciętym, ironicznym poczuciem humoru. To człowiek współczesny – którego wysłano na planetę zastygłą w średniowieczu – i zachwyca się zastaną dzikością. Nie zgadza się z porządkiem na Ziemi, narzuceniem bezpieczeństwa i ograniczeniem wolności. Postawa, niezależna i nieco... hm, testosteronowa, spodobała się czytelnikom, których cała rzesza wypatrywała kontynuacji. Nie przeszkadza nawet fakt, że sylwetka Vuko jest mocno przerysowana. Zabieg okazał się potrzebny, by uwypuklić niezgodę autora na pewne przemiany, jakie zachodzą w społeczeństwie.
Owszem jest tu pewien postęp w stosunku do modeli z lat 70' i 80', ale nie aż tak znaczący, jak mogłoby się wydawać na początku. Mięśniaki nabrały dystansu do siebie.
Tylko tyle i aż tyle.
Widzowie zachwycili się także nowym, alternatywnym wizerunkiem mężczyzny, pyskatego, zamkniętego
w sobie egocentryka i geniusza, jaki sprezentował im Hugh Laurie swoją kreacją doktora House'a. Podobny zachwyt wzbudza również Tony Stark/Iron Man bohater wykreowany w oparciu o podobny schemat, grany przez Roberta Downeya Juniora. Czy aby na pewno jest to nowość? Powszechnie wiadomo, że scenarzyści stworzyli House'a na obraz i podobieństwo Sherlocka Holmesa, również utalentowanego ekscentryka (narkomana, hazardzistę, boksera itp.). Obaj są detektywami, choć House tropi choroby, a nie przestępców. Obaj przyciągają do siebie piękne, nietuzinkowe kobiety. Obaj są wygadani, a zarazem trzymają otoczenie na dystans. Wskaźniki oglądalności serialu House MD wskazują na powodzenie tego typu medialnej osobowości. Został zaakceptowany, a niekiedy wręcz przyswojony z fanatycznym zapałem. Nie raz i nie dwa spotkałem się z widzami, którzy próbowali stać się kimś na wzór swego bohatera. Kwestię powodzenia – i sensu - takich zabiegów pozostawiam póki co nierozstrzygniętą.
w sobie egocentryka i geniusza, jaki sprezentował im Hugh Laurie swoją kreacją doktora House'a. Podobny zachwyt wzbudza również Tony Stark/Iron Man bohater wykreowany w oparciu o podobny schemat, grany przez Roberta Downeya Juniora. Czy aby na pewno jest to nowość? Powszechnie wiadomo, że scenarzyści stworzyli House'a na obraz i podobieństwo Sherlocka Holmesa, również utalentowanego ekscentryka (narkomana, hazardzistę, boksera itp.). Obaj są detektywami, choć House tropi choroby, a nie przestępców. Obaj przyciągają do siebie piękne, nietuzinkowe kobiety. Obaj są wygadani, a zarazem trzymają otoczenie na dystans. Wskaźniki oglądalności serialu House MD wskazują na powodzenie tego typu medialnej osobowości. Został zaakceptowany, a niekiedy wręcz przyswojony z fanatycznym zapałem. Nie raz i nie dwa spotkałem się z widzami, którzy próbowali stać się kimś na wzór swego bohatera. Kwestię powodzenia – i sensu - takich zabiegów pozostawiam póki co nierozstrzygniętą.
A co w tym wszystkim robi Downey Jr.?
Już dwukrotnie wcielił się w Sherlocka Holmesa w filmach Guya Ritchie'go. Aktor zbudował swoją rolę właściwie na tych samych założeniach, co Hugh Laurie. Tym sposobem zamyka się koło otaczające wzorzec pochodzący
z przełomu XIX i XX wieku. Archetypy z tamtych czasów wciąż promieniują na współczesność, a my się na to zgadzamy. Ochoczo głosujemy na nie portfelem, poprzez kupowanie DVD, chodzenie do kina czy zasiadanie przed telewizorem.
z przełomu XIX i XX wieku. Archetypy z tamtych czasów wciąż promieniują na współczesność, a my się na to zgadzamy. Ochoczo głosujemy na nie portfelem, poprzez kupowanie DVD, chodzenie do kina czy zasiadanie przed telewizorem.
Zbliżamy się do końca więc przeniknijmy z drugiej strony lustra na Ziemię. Kiedyś stąpały po niej dinozaury,
a potem nie mniej groźne ssaki, przed którymi ludzie, ich pobratymcy, musieli się jakoś bronić. Od tamtych czasów w gruncie rzeczy nie zmieniło się zbyt wiele. Owszem, żyjemy zamknięci w szkle, stali i betonie, ale gdzieś tam za miedzą dalej majaczy Natura i musimy sobie z nią radzić. W razie potrzeby – walczyć. Obsługiwać. Porozumieć się z nią. Gdybyśmy nie potrafili, już dawno zamknęlibyśmy się w szczelnych blaszanych pudłach, byle tylko jakiś wiewiór nie skalał naszego doskonale sterylnego terytorium.
a potem nie mniej groźne ssaki, przed którymi ludzie, ich pobratymcy, musieli się jakoś bronić. Od tamtych czasów w gruncie rzeczy nie zmieniło się zbyt wiele. Owszem, żyjemy zamknięci w szkle, stali i betonie, ale gdzieś tam za miedzą dalej majaczy Natura i musimy sobie z nią radzić. W razie potrzeby – walczyć. Obsługiwać. Porozumieć się z nią. Gdybyśmy nie potrafili, już dawno zamknęlibyśmy się w szczelnych blaszanych pudłach, byle tylko jakiś wiewiór nie skalał naszego doskonale sterylnego terytorium.
Odpowiadają za to pewne, nazwijmy to, Sterowniki. Potrafiliśmy wyjść z jaskini i upolować mamuta, bo tak było trzeba. Broniliśmy również nasze stado/rodzinę/kobietę przed Zagrożeniami. Polowanie zmieniło się w hobby, ale jeśli ktoś stwierdzi, że nagle zniknęła konieczność obrony i że czasy bezpieczne i w ogóle, to go wyśmieję. Zupełnie niegrzecznie i niepoprawnie. W obliczu Zagrożenia wciąż reagujemy natychmiastowo i bezmyślnie,
na przykład zdzielamy to coś ciężkim i twardym przedmiotem w głowę. Akcja-reakcja.
na przykład zdzielamy to coś ciężkim i twardym przedmiotem w głowę. Akcja-reakcja.
Kiedyś byliśmy z tej zdolności dumni. My, faceci. Kobiety, zdaje się, też nie narzekały. Dziś uprzejmie napomina się, by nazywać TO atawizmem. Z odpowiednio pogardliwą intonacją. W dobrym tonie jest natomiast zastanowić się, czy agresor nie ma racji, i uruchomić naszą męską wrażliwość. Żyjemy w czasach szarości
i niejednoznaczności, no przecież. Na szczęście u większości z nas wciąż działają sprawnie Sterowniki, które uruchamiają atawizmy. Zwą się Instynktami. Według wielu – Niższymi Instynktami.
i niejednoznaczności, no przecież. Na szczęście u większości z nas wciąż działają sprawnie Sterowniki, które uruchamiają atawizmy. Zwą się Instynktami. Według wielu – Niższymi Instynktami.
Instynktami, bez których byśmy nie przetrwali.
Bibliografia:
- „POL(IF)ONIA: Pasikowski: W imię zasad” Łukasz Muszyński, www.filmweb.pl
- „Historia i Fantastyka” Andrzej Sapkowski i Stanisław Bereś, wyd. Supernowa, 2005

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz