środa, 13 marca 2013

"Czarnobylska modlitwa" - recenzja







Joanna Rafalska

Studentka kulturoznawstwa, rocznik 1993. Zainteresowana psychologią, literaturą i światem fantasy. W wolnych chwilach nurkuje i jeździ konno. Spory obszar jej życia zajmuje fotografia. To właśnie poprzez nią wyraża swój indywidualny sposób postrzegania rzeczywistości. Na co dzień dąży do osiągnięcia harmonii.


Historia zna wiele tragedii. O wybuchu reaktora atomowego na Ukrainie słyszał jak mniemam każdy. Jednak czy znamy tę historię wystarczająco dobrze? Do wydarzeń z 26 kwietnia 1986 powróciła białoruska dziennikarka Swietłana Aleksijewicz. Na podstawie rozmów przeprowadzonych z ludźmi których dotknęła tragedia czarnobylska powstała książka „Czarnobylska modlitwa - Kronika przyszłości”. Autorka wyciągnęła na światło dzienne tragiczne losy Białorusinów, prawdziwy obraz rzeczywistości tamtego okresu.

Stało się to podłożem dla Agnieszki Korytkowskiej-Mazur do stworzenia spektaklu teatralnego, który miałam przyjemność ujrzeć na deskach Białostockiego Teatru Dramatycznego 18 listopada 2012 r. Reżyserka wciągnęła widzów w sam środek czarnobylskiego mitu. Odbyliśmy podróż w czasie poznając skutki tamtych wydarzeń w wymiarze ludzkim oraz politycznym.

Akcja spektaklu pt. „Modlitwa czarnobylska” rozgrywa się na Białorusi. Przedstawiony został w formie performatywnego czytania dramatu. Przybliżone zostają widzowi poszczególne historie osób, które cudem przeżyły tamte wydarzenia, osób, które pomagały w ekipie ratowniczej, żołnierzy, ale także losy tamtejszych zwierząt. Bohaterowie są uczestnikami nuklearnej wycieczki do muzeum Czarnobyla.

Występuje tu Jolanta Borowska jako Samosiejka, Mateusz Witczuk - Chłopiec w Pilotce, Łukasz Węgrzynowski - Czarna Skrzynka , Barbara Pigoń - Krasawica Komsomołka, Monika Zaborska-Wróblewska – Aplazja, Agnieszka Możejko-Szekowska - Maria Czarnobylska, Dorota Radomska - Wariatka z Czeczeni, Bernard Maciej Bania jako pilot wycieczki oraz Piotr Szekowski – kierowca.

Jadąc w miejsce tragedii przedstawiają losy swoje, swoich bliskich i społeczności. Krzyki pełne żalu przepełniają przestrzeń. Monologi ukazują cierpienia ludzkie, których doznali, gdy pominięto część z nich podczas przesiedlania ludności na nieskażony teren. Oprócz poczucia krzywdy rodzi się w nich odczucie niesprawiedliwości. Zostali pozostawieni sami sobie, w całkowicie zdegradowanym środowisku. Miejsce, które było ich domem, zaczęło być śmiertelnym zagrożeniem. Byli zaszczuci w niewidzialne kleszcze. Promieniowanie było nienamacalnym wrogiem, z którym nijak nie mogli sobie poradzić. Odcięci od reszty społeczeństwa żyli we własnej jakże odmiennej rzeczywistości. Jednocześnie tylko tu czuli się dobrze. Tylko tu nie byli wytykanymi odmieńcami. Wiara zaczęła odgrywać w ich życiu ważną rolę – ośrodkiem kultu stała się Ikona Matki Boskiej Budsławskiej , w którą wcieliła się Aleksandra Maj. Osamotnieni, nieszczęśliwi, z wadami genetycznymi, potrzebowali wiary i miłości. W spektaklu ukazano targające nimi uczucia: miłości małżeńskiej, matki do dziecka czy też obywatela w stosunku do kraju bądź ziemi. Przedstawiono dramaty jednostek – trudne do wyobrażenia i realia graniczące z absurdem. Postać Czerwonego Partyzanta (Krzysztof Ławniczak) przedstawia klasycznego homo sovieticus, osobę, która przedkłada dobro władzy komunistycznej nad swoje własne, całkowicie się jej oddając i podporządkowując, rezygnując z własnego szczęścia.

Kreacje bohaterów były bardzo wyraziste. Każda posiadała swoją historię, specyfikę i charakteryzację. Najbardziej zapadającą w pamięć postacią był Pilot wycieczki, którego ekspresja mocno oddziaływała na widza. Przerażał przekrwionymi oczami i przeszywającym wzrokiem. Wciągnął publikę w samo centrum tragedii czarnobylskiej. Wyróżniała się także Agnieszka Możejko-Szekowska dramatyzmem swych wypowiedzi, a także kreacja wariatki – Doroty Radomskiej. Aktorzy z oddaniem i niesamowicie obrazowo przybliżyli tragizm współczesnej apokalipsy. Chór bab, usytuowanych na dalszym planie, śpiewem urozmaicał dialogi. Autorem muzyki do spektaklu jest Paweł Betley. Ciekawym elementem była żywa ikona matki boskiej, przedstawiona dość karykaturalnie. Scenografia nie była zbyt bogata. Na scenie widoczny był podest oraz kilka metalowych sześcianów i wyposażenie wojenne Czerwonego Partyzanta. Scenografię i kostiumy przygotowała Martyna Dworakowska, choreografię - Maciej Zakliczyński, a wizualizację - Sylwek Łuczak i Ula Milanowska. Lekkie zdezorientowanie wprowadziły kartki z tekstem trzymane przez niektórych z aktorów – było to spowodowane wybraną przez reżyserkę formą spektaklu - czytania performatywnego. Ciekawym posunięciem, które wciągnęło odbiorcę w klimat przedstawienia były początkowe dialogi w języku białoruskim oraz czytane rozporządzenia władz. Wprowadziło to atmosferę zaciekawienia, chęci poznania. Spektakl Modlitwa Czarnobylska to niewątpliwie spektakl godny polecenia. Jednak nie dla widzów zbyt wrażliwych. Obrazowe i dosadne przedstawienie wydarzeń działa na wyobraźnię i wzbudza duże emocje. Rekwizyty i zbędne ozdobniki nie zakłócają przekazu. Akcja trzyma w napięciu. Doskonale uwidoczniony został dramatyzm jednostkowy, ale także zwrócono uwagę na rozpad imperium radzieckiego. Emocje zostały wyważone, tragedia nie przerodziła się w horror ani też nie sięgnęła zbytniego sentymentalizmu.

W sztuce tej, obok ludzkiego koszmaru i holokaustu natury, ukazana została doskonała lekcja radzieckiej historii oraz absurdy i propaganda ZSRR. Uważam, iż jest to pozycja godna zobaczenia, natomiast twórcom gratuluję dobrego rozprawienia się z mitem czarnobylskim.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz