Joanna Rafalska
Studentka
kulturoznawstwa, rocznik 1993. Zainteresowana psychologią,
literaturą i światem fantasy. W wolnych chwilach nurkuje i jeździ
konno. Spory obszar jej życia zajmuje fotografia. To właśnie
poprzez nią wyraża swój indywidualny sposób postrzegania
rzeczywistości. Na co dzień dąży do osiągnięcia harmonii.
Historia
zna wiele tragedii. O wybuchu reaktora atomowego na Ukrainie słyszał
jak mniemam każdy. Jednak czy znamy tę historię wystarczająco
dobrze? Do wydarzeń z 26 kwietnia 1986 powróciła
białoruska dziennikarka Swietłana Aleksijewicz. Na podstawie rozmów
przeprowadzonych z ludźmi których dotknęła tragedia czarnobylska
powstała książka „Czarnobylska modlitwa - Kronika przyszłości”.
Autorka wyciągnęła na światło dzienne tragiczne losy
Białorusinów, prawdziwy obraz rzeczywistości tamtego okresu.
Stało
się to podłożem dla Agnieszki Korytkowskiej-Mazur do stworzenia
spektaklu teatralnego, który miałam przyjemność ujrzeć na
deskach Białostockiego Teatru Dramatycznego 18 listopada 2012 r.
Reżyserka wciągnęła widzów w sam środek czarnobylskiego mitu.
Odbyliśmy podróż w czasie poznając skutki tamtych wydarzeń w
wymiarze ludzkim oraz politycznym.
Akcja
spektaklu pt. „Modlitwa czarnobylska” rozgrywa się na Białorusi.
Przedstawiony został w formie performatywnego czytania dramatu.
Przybliżone zostają widzowi poszczególne historie osób, które
cudem przeżyły tamte wydarzenia, osób, które pomagały w ekipie
ratowniczej, żołnierzy, ale także losy tamtejszych zwierząt.
Bohaterowie są uczestnikami nuklearnej wycieczki do muzeum
Czarnobyla.
Występuje
tu Jolanta Borowska jako Samosiejka, Mateusz Witczuk - Chłopiec w
Pilotce, Łukasz Węgrzynowski - Czarna Skrzynka , Barbara Pigoń -
Krasawica Komsomołka, Monika Zaborska-Wróblewska – Aplazja,
Agnieszka Możejko-Szekowska - Maria Czarnobylska, Dorota Radomska -
Wariatka z Czeczeni, Bernard Maciej Bania jako pilot wycieczki oraz
Piotr Szekowski – kierowca.
Jadąc
w miejsce tragedii przedstawiają losy swoje, swoich bliskich i
społeczności. Krzyki pełne żalu przepełniają przestrzeń.
Monologi ukazują cierpienia ludzkie, których doznali, gdy pominięto
część z nich podczas przesiedlania ludności na nieskażony teren.
Oprócz poczucia krzywdy rodzi się w nich odczucie
niesprawiedliwości. Zostali pozostawieni sami sobie, w całkowicie
zdegradowanym środowisku. Miejsce, które było ich domem, zaczęło
być śmiertelnym zagrożeniem. Byli zaszczuci w niewidzialne
kleszcze. Promieniowanie było nienamacalnym wrogiem, z którym nijak
nie mogli sobie poradzić. Odcięci od reszty społeczeństwa żyli
we własnej jakże odmiennej rzeczywistości. Jednocześnie tylko tu
czuli się dobrze. Tylko tu nie byli wytykanymi odmieńcami. Wiara
zaczęła odgrywać w ich życiu ważną rolę – ośrodkiem kultu
stała się Ikona Matki Boskiej Budsławskiej , w którą wcieliła
się Aleksandra Maj. Osamotnieni, nieszczęśliwi, z wadami
genetycznymi, potrzebowali wiary i miłości. W spektaklu ukazano
targające nimi uczucia: miłości małżeńskiej, matki do dziecka
czy też obywatela w stosunku do kraju bądź ziemi. Przedstawiono
dramaty jednostek – trudne do wyobrażenia i realia graniczące z
absurdem. Postać Czerwonego Partyzanta (Krzysztof Ławniczak)
przedstawia klasycznego homo sovieticus, osobę, która przedkłada
dobro władzy komunistycznej nad swoje własne, całkowicie się jej
oddając i podporządkowując, rezygnując z własnego szczęścia.
Kreacje
bohaterów były bardzo wyraziste. Każda posiadała swoją historię,
specyfikę i charakteryzację. Najbardziej zapadającą w pamięć
postacią był Pilot wycieczki, którego ekspresja mocno oddziaływała
na widza. Przerażał przekrwionymi oczami i przeszywającym
wzrokiem. Wciągnął publikę w samo centrum tragedii
czarnobylskiej. Wyróżniała się także Agnieszka Możejko-Szekowska
dramatyzmem swych wypowiedzi, a także kreacja wariatki – Doroty
Radomskiej. Aktorzy z oddaniem i niesamowicie obrazowo przybliżyli
tragizm współczesnej apokalipsy. Chór bab, usytuowanych na dalszym
planie, śpiewem urozmaicał dialogi. Autorem muzyki do spektaklu
jest Paweł Betley. Ciekawym elementem była żywa ikona matki
boskiej, przedstawiona dość karykaturalnie. Scenografia nie była
zbyt bogata. Na scenie widoczny był podest oraz kilka metalowych
sześcianów i wyposażenie wojenne Czerwonego Partyzanta.
Scenografię i kostiumy przygotowała Martyna Dworakowska,
choreografię - Maciej Zakliczyński, a wizualizację - Sylwek Łuczak
i Ula Milanowska. Lekkie zdezorientowanie wprowadziły kartki z
tekstem trzymane przez niektórych z aktorów – było to
spowodowane wybraną przez reżyserkę formą spektaklu - czytania
performatywnego. Ciekawym posunięciem, które wciągnęło odbiorcę
w klimat przedstawienia były początkowe dialogi w języku
białoruskim oraz czytane rozporządzenia władz. Wprowadziło to
atmosferę zaciekawienia, chęci poznania. Spektakl Modlitwa
Czarnobylska to niewątpliwie spektakl godny polecenia. Jednak nie
dla widzów zbyt wrażliwych. Obrazowe i dosadne przedstawienie
wydarzeń działa na wyobraźnię i wzbudza duże emocje. Rekwizyty i
zbędne ozdobniki nie zakłócają przekazu. Akcja trzyma w napięciu.
Doskonale uwidoczniony został dramatyzm jednostkowy, ale także
zwrócono uwagę na rozpad imperium radzieckiego. Emocje zostały
wyważone, tragedia nie przerodziła się w horror ani też nie
sięgnęła zbytniego sentymentalizmu.
W
sztuce tej, obok ludzkiego koszmaru i holokaustu natury, ukazana
została doskonała lekcja radzieckiej historii oraz absurdy i
propaganda ZSRR. Uważam, iż jest to pozycja godna zobaczenia,
natomiast twórcom gratuluję dobrego rozprawienia się z mitem
czarnobylskim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz